Jadę samochodem z Alą, w tle klasyka z radia.
- Posłuchaj Alu, jak pięknie śpiewają! To opera "La Traviata" - mówię nucąc pod nosem "Libiamo".
Ala słucha przez chwilę, po czym bezlitośnie wypala:
- Dla mnie mamo, to ta pani po prostu WYJE.
Wypijmy...
16 maja 2014
21 marca 2014
Czarowny Czaruś
Adaś, cały dzień testując granice cierpliwości rodziców, zabrnął w kozi róg doprowadzając do tego, że nikt z rodziny nie chciał z nim rozmawiać.
- Jesteś niegrzeczny i nikogo nie słuchasz, dlatego nikt nie będzie słuchał ciebie. Od teraz - dopóki nas nie przeprosisz - nikt się do ciebie nie będzie odzywał. - stawiam sprawę na ostrzu noża.
- Zupełnie nikt?
- Nikt.
Zmarszczone brwi i wykrzywione grymasem usta wystarczyły za komentarz. Po paru chwilach Adaś mięknie, nie rezygnując jednocześnie z dalszego testowania.
- Poproszę pić.
Kubek z wodą bez słowa pojawia się na stoliku.
- Poproszę banana.
Banan cicho ląduje obok kubka. Atmosfera gęstnieje podsycana przez radosne dialogi prowadzone z Alicją, która wietrząc bezbłędnie koniunkturę gra anioła wcielonego, zerkając z wyższością na coraz bardziej skwaszonego Adasia.
W czasie kąpieli coś w nim pęka.
- Ślicznie wyglądasz, mamo... - zaczyna nieśmiało, kiedy wyciągam go po kąpieli z wanny. Milczę jak zaklęta.
- Masz ładne paznokcie - komplementuje ze znawstwem mój świeży manicure. Coś we mnie lekko topnieje i z niemałym trudem powstrzymuję się od parsknięcia śmiechem i wybaczenia mu wszystkiego.
- Mamo! MORDUCHNO ty moja!
Szach, mat.
- Jesteś niegrzeczny i nikogo nie słuchasz, dlatego nikt nie będzie słuchał ciebie. Od teraz - dopóki nas nie przeprosisz - nikt się do ciebie nie będzie odzywał. - stawiam sprawę na ostrzu noża.
- Zupełnie nikt?
- Nikt.
Zmarszczone brwi i wykrzywione grymasem usta wystarczyły za komentarz. Po paru chwilach Adaś mięknie, nie rezygnując jednocześnie z dalszego testowania.
- Poproszę pić.
Kubek z wodą bez słowa pojawia się na stoliku.
- Poproszę banana.
Banan cicho ląduje obok kubka. Atmosfera gęstnieje podsycana przez radosne dialogi prowadzone z Alicją, która wietrząc bezbłędnie koniunkturę gra anioła wcielonego, zerkając z wyższością na coraz bardziej skwaszonego Adasia.
W czasie kąpieli coś w nim pęka.
- Ślicznie wyglądasz, mamo... - zaczyna nieśmiało, kiedy wyciągam go po kąpieli z wanny. Milczę jak zaklęta.
- Masz ładne paznokcie - komplementuje ze znawstwem mój świeży manicure. Coś we mnie lekko topnieje i z niemałym trudem powstrzymuję się od parsknięcia śmiechem i wybaczenia mu wszystkiego.
- Mamo! MORDUCHNO ty moja!
Szach, mat.
2 marca 2014
Aleksander i deszcz
Znowu przywiało mnie do Skopje, które tym razem przywitało mnie ścianą wody. Aleksander Wielki wita podróżnych na lotnisku swojego imienia, a podczas pobytu w Macedonii nie da się nie natknąć na wzmiankę o dawnym królu. Po drodze do hotelu minęłam dwa pomniki (konne, rzecz jasna) i hotel "Aleksandar Palace".
Na lotnisku czekał pan z moim nazwiskiem wypisanym na kartce. Po przywitaniu się w nader internacjonalnym języku na migi zaoferował, że weźmie moje (dwie) walizki. Łapiąc za większą chyba z miejsca pożałował swojej decyzji, ale duma nie pozwoliła mu tejże zmienić. Cóż, pochodzi ze szlachetnego rodu, a to zobowiązuje.
Po wyjściu z terminala spadła na mnie woda z nieba. Pan - chyba z zemsty - z błyskiem w oku taszczył walizę i parasol. Ale ten ostatni ładnie złożony pod pachą. No cóż, z cukru nie jestem, czepiać się nie będę.
Po umieszczeniu bagaży w aucie i odpaleniu silnika pan poczuł się w obowiązku nawiązać grzecznościowy dialog.
- First time in Macedonia?
- No, I was here a year ago.
Cisza. Najwyraźniej piłeczka znalazła się po mojej stronie, więc nieśmiało pytam:
- Have you been sent here by the hotel, or by our distributor? - próbuję wysondować, czy podwózka z lotniska odbywa się na koszt naszego firmowego pośrednika, czy też zapewnia ją hotel.
- Yes, hotel only 10 minutes from the airport! - radośnie podchwycił pan i poczułam, że nasza rozmowa z przyczyn obiektywnych musi skończyć się właśnie w tym momencie.
I dopiero kiedy mój mało rozmowny szofer wyciągał bagaże z samochodu zauważyłam, że jest nieziemsko wprost podobny do Colina Farrella. Oczywiście w swoim najsłynniejszym filmowym wcieleniu...
Na lotnisku czekał pan z moim nazwiskiem wypisanym na kartce. Po przywitaniu się w nader internacjonalnym języku na migi zaoferował, że weźmie moje (dwie) walizki. Łapiąc za większą chyba z miejsca pożałował swojej decyzji, ale duma nie pozwoliła mu tejże zmienić. Cóż, pochodzi ze szlachetnego rodu, a to zobowiązuje.
Po wyjściu z terminala spadła na mnie woda z nieba. Pan - chyba z zemsty - z błyskiem w oku taszczył walizę i parasol. Ale ten ostatni ładnie złożony pod pachą. No cóż, z cukru nie jestem, czepiać się nie będę.
Po umieszczeniu bagaży w aucie i odpaleniu silnika pan poczuł się w obowiązku nawiązać grzecznościowy dialog.
- First time in Macedonia?
- No, I was here a year ago.
Cisza. Najwyraźniej piłeczka znalazła się po mojej stronie, więc nieśmiało pytam:
- Have you been sent here by the hotel, or by our distributor? - próbuję wysondować, czy podwózka z lotniska odbywa się na koszt naszego firmowego pośrednika, czy też zapewnia ją hotel.
- Yes, hotel only 10 minutes from the airport! - radośnie podchwycił pan i poczułam, że nasza rozmowa z przyczyn obiektywnych musi skończyć się właśnie w tym momencie.
I dopiero kiedy mój mało rozmowny szofer wyciągał bagaże z samochodu zauważyłam, że jest nieziemsko wprost podobny do Colina Farrella. Oczywiście w swoim najsłynniejszym filmowym wcieleniu...
28 lutego 2014
Twist and shout!
Wczoraj, odbierając dzieci z przedszkola, skręciłam nogę w kostce. Najpierw przeklęłam siarczyście schody, które miały czelność posiadać dodatkowy stopień, którego wcale się nie spodziewałam, zdławiłam kolejną porcję wyrażeń nieparlamentarnych próbując opanować lekkie zaćmienie umysłu, a potem - ku uciesze progenitury - dałam im małą pokazówkę "Ministerstwa Głupich Kroków". Niech się młodzież chowa na najlepszym angielskim humorze, a co!
- Mamo, czemu tak śmiesznie chodzisz? - zapytał ubawiony po pachy Adaś.
- Bo skręciłam nogę w kostce i teraz bardzo mnie boli - wysyczałam przez łzy.
- Trzeba było uważać... - dodała rzeczowo Ala sadowiąc się w swoim foteliku.
Wracając do domu błogosławiłam w myślach konstruktorów automatycznej skrzyni biegów i samą siebie, że łaskawa byłam uszkodzić lewą, nie prawą nogę.
Rano Ala, zobaczywszy mój fachowo zrobiony przez Artura okład z sody oczyszczonej, wypala:
- Mamo, a czy noga ci się już ODKRĘCIŁA?
- Mamo, czemu tak śmiesznie chodzisz? - zapytał ubawiony po pachy Adaś.
- Bo skręciłam nogę w kostce i teraz bardzo mnie boli - wysyczałam przez łzy.
- Trzeba było uważać... - dodała rzeczowo Ala sadowiąc się w swoim foteliku.
Wracając do domu błogosławiłam w myślach konstruktorów automatycznej skrzyni biegów i samą siebie, że łaskawa byłam uszkodzić lewą, nie prawą nogę.
Rano Ala, zobaczywszy mój fachowo zrobiony przez Artura okład z sody oczyszczonej, wypala:
- Mamo, a czy noga ci się już ODKRĘCIŁA?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

