20 stycznia 2010

W pierwszych słowach mego listu...

- Amok! - rozlega się znad przewijaka. Udaję, że nie słyszę.
- Amok! - tym razem wołanie Ali jest bardziej natarczywe i wyraźniejsze. Podchodzę do Małej.
- Jesteś pewna, że nie "mama"? - próbuję przekonać niemowlę, że bardziej stosowne do wieku byłoby zawołanie rodzicielki niż określanie stanu emocjonalnego. Odpowiada mi promienny uśmiech i całkiem już normalne "agu". Puszczam incydent w niepamięć.



Dwa dni później. Dziecię nakarmione, przewinięte, znaczy się: zadowolone i rozmowne.
- Mumba! Mumba! - nutka tryumfu w głosie Ali jest nie do zignorowania. Zaglądam do wózka.
- Agu! - bezzębny uśmiech i trzepot rzęs każą mi zastanowić się, czy nie mam przypadkiem omamów słuchowych.
- Czy ty rzucasz na mnie jakieś zaklęcia? - pytam niepewnie.
- Agu! -  potwierdza Mała.

Dzisiaj w kuchni. Mała w leżaczku gada do storczyków na oknie. Zerkam niepewnie na Alę przysłuchując się jednocześnie jej monologowi.
- Amen! - pada na koniec całej serii "agu". Storczyki są wyraźnie wstrząśnięte.

Ja sprawdzam w dowodzie, czy nie mam na drugie Rosemary.