13 stycznia 2011

Tora, tora, tora!

Wczoraj wpadła Duża Młoda, zamówiłyśmy sushi, Artur na obiad dostał jedzenie dla ludzi, on surowizny nie tyka. Ma prawo.

Sushi przyjechało, zasiadłyśmy do rozpusty, po minucie czuję na plecach czyjś głodny wzrok. Artura wykluczyłam od razu, on jadłby sushi w obliczu śmierci głodowej, a to i tak po głębokim namyśle. W drugiej kolejności pomyślałam o psie, który jada wszystko oprócz masy bitumicznej, zderzaków samochodowych i oliwek, ale pies spał pod kaloryferem.Obejrzałam się, a tam... Alicja przełykająca ślinę.



Cóż począć? Moje sushi, ze względu na ciążę było trochę oszukiwane - wegetariańskie/grillowana ryba, więc ułamałam kawałek, ujęłam zgrabnie w pałeczki i zatkałam ziejącą otchłań, która pojawiła się przede mną.

- Mniam! - otchłań rozwarła się ponownie, domagając się repety.

Dwa duże futomaki z grillowanym łososiem później zaczęłam podejrzewać, że Ala, wbrew wyglądowi, jednak jest moją córką.

Następnym razem spróbujemy wasabi!

Sajonara!