23 grudnia 2008

Dzień 9

Jak tu zrobić Wigilię w tropikach? Staram się bardzo zorganizować ten wieczór, ale gdzie nie spojrzę - kłody pod nogi.

Zrobimy barszcz! Cudownie, nawet mają czerwone buraczki. Niestety, majeranku jak na lekarstwo. W przypływie rozpaczy postanowiliśmy zrobić barszcz bez tej przyprawy, ale narodziło się nowe pytanie: z czym zrobić uszka? Ani kiszonej kapusty, ani suszonych grzybów... Krzysiek jeszcze w Polsce zaproponował, żebym wzięła z Polski, ale oczami wyobraźni widziałam, jak mundurowi wyprowadzają mnie z lotniska. Pewnie mogłabym wyjaśnić, że to nasze, polskie, w stu procentach legalne, ale ekspertyzy grzybów trwają długo, a wolę Karaiby niż najwygodniejszą celę. Barszcz odpada.

Kapusta z grzybami! Genialnie! Jednak - patrz wyżej...

No to może śledzik? Owszem, są śledziki. Ale wyłącznie wędzone. Bleeee...

Chłopcy przywieźli ze sklepu suszoną, soloną rybę... Zapach ma obezwładniający, właśnie ją moczę w wodzie, ale jakoś nie wróżę jej kariery w roli śledzika. Nie róbcie sobie nadziei.

Kluski z makiem! Super, ale nie ma maku...

To może serniczek? Jasne, ale nie mają tu twarogu, a jeśli mają, to chowają przed turystami.

Chłodnik! Mało wigilijny, ale zawszeć polski. Brak jogurtu, o zsiadłym mleku zapomnijcie...

Pozostaje nam tylko tuńczyk w stu odsłonach. Jedziemy na targ rybny.

Ale zapomniałam o jednym miłym zaskoczeniu. Dziś zrobiłam sałatkę z gotowanych zielonych bananów (wg przepisu naszej zaprzyjaźnionej pani, która przy drodze handluje owocami i warzywami), z dodatkiem marchewki, cebulki, szczypiorku, gotowanych jaj i majonezu (mają majonez!). I co z tego wyszło? Nasza, dobra, polska... sałatka ziemniaczana!

Wesołych Świąt, niezależnie od okoliczności!




















Choinka na miarę naszych możliwości ;-)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza