22 stycznia 2012

Rok później

Rok to sporo czasu. Szczególnie dla dziecka. Tego właśnie przez dwanaście miesięcy nauczył się nasz syn:

-  im głośniej płaczę, tym oni szybciej przynoszą jedzenie;
-  raz połknięte jedzenie może jeszcze ujrzeć światło dzienne;
-  naklejki z Hello Kitty nie są do końca jadalne;
-  najsmaczniejsza i najbardziej pożywna woda jest w psiej misce;
-  połówka jabłka, którą dostaje Ala jest lepsza;
-  jeśli ząbkujesz odpowiedzią jest żucie uszczelki od pralki;
-  szczotka do mycia sedesu ma egzotyczny smak;
-  nie daj się zwieść! - najlepszą zabawką jest PRAWDZIWY telefon;
-  dolegliwości i urazy goją się natychmiast na rękach u taty;
- do materaca w łóżeczku złośliwy producent nakładł gwoździ i tłuczonego szkła;
- zamontowany w głowie żyroskop powie natychmiast, że kiedy spałem, odłożono mnie do łóżeczka;
- nigdy nie jest za wcześnie na Teletubisie


styczeń 2011

styczeń 2012

27 grudnia 2011

Podsłuchane

- Adaś, łapaj piłkę, gamoniu!!!

- Ala, jak ty się zwracasz do brata?!

Ala, lekko skruszona:
- Adaś, łap piłkę, gamoniu!

24 grudnia 2011

Choinka pod specjalnym nadzorem

- Zobacz Ala, robię dla ciebie śliczną bombkę! Cieszysz się?
- Tak!
- Jak skończę, to ją sama zawiesisz na choince, OK?
- Tak!
- Już! Jak myślisz, ładny aniołek?
- To małpa jest.
- Małpa?!
- Słoń? Nie słoń? Robak!!! - dziecię odetchnęło z ulgą.




A my na Święta i na Poświętach życzymy Wam tego, czego życzyć Wam najlepiej: spokoju, odpoczynku i porządku. I mnóstwa małp-stróżów, słoni-stróżów i robaków-stróżów do pilnowania.

14 listopada 2011

Dżemik

Wychowywanie dzieci nie może obejść się bez ofiar w ludności cywilnej. Taka jest smutna rzeczywistość, która stała się również naszym udziałem.

Obcinałam Ali paznokcie i niestety - zacięłam ją w palec. Krew trysnęła, w ślad za nią - łzy, mnie zrobiło się na przemian zimno i gorąco, obie oblałyśmy się rumieńcem i zaliczyłyśmy skok ciśnienia. Rana szarpana okazała się być nader powierzchowna i po minucie emocje po obu stronach zdecydowanie opadły. Nic jednak nie zostaje niezauważone, szczególnie przez dwulatkę...

Niespodziewaną atrakcją całego wydarzenia okazał się być plasterek, którym zakleiłam uszkodzoną kończynę. Plasterek został przez Alę siedemnaście razy obejrzany z obu stron, czternaście razy odklejony i przylepiony w innym miejscu (dwa razy wylądował również na łapie ukochanego pluszaka i raz u mnie na czole). Mogłabym przysiąc, że za jeszcze jeden plasterek moje dziecko dałoby sobie odrąbać siekierką prawą rękę, ale - przyznam szczerze - nie sprawdziłam.

Tak się dziwnie złożyło, że tego samego dnia Ala (z plasterkiem niesionym tryumfalnie nad głową), wylądowała na wizycie kontrolnej u lekarza. Poczekalnia stała się sceną kolejnych oględzin plasterka, a przypadkowej pani, która usiadła obok nas, moje dziecko opowiedziało historię swojego kalectwa:

- Pani tu siada, o tu!
- Już usiadłam. Jak masz na imię?
- Ala.
- Ładnie. A co tu masz na rączce?
- Plasterek. Mama ciach i z Ali wyleciał...dżem... Duuużo dżemu...

Kiedyś będę musiała wyjaśnić córce, że ludzie nie są nadziewani dżemem. Przynajmniej nie wszyscy.

Foto: Ciocia Madzia (http://maszcifoto.blogspot.com/)