4 października 2011

Sunday morning

Zapachniało błogim lenistwem, świeżą pościelą i kawą? Pozwólcie, że opowiem o moim ostatnim niedzielnym poranku.

04:40 - syn stwierdza z wrzaskiem nie znoszącym sprzeciwu, że dzień się właśnie zaczął i teraz będzie się bawić. Na nieszczęście koniecznie z którymś z rodziców. Los pada na tatę, który po omacku instaluje się w salonie razem z pociechą i, ku uciesze młodszej latorośli, zaczyna budowanie wieży z klocków. Ja kurcgalopem udaję się do sypialni, żeby wyrwać nocy jeszcze parę chwil.

05:15 - córka uznaje, że skoro panowie bawią się setnie pokój dalej, to nadszedł czas na poranne mleko. Z jednym okiem zaklejonym jeszcze snem podgrzewam Łaciate.

05:30 - Ala stwierdza, że właściwie ma ochotę porozmawiać, więc proponuję jej przeniesienie się do mojego łóżka, łudząc się, że gówniarz da się zagadać i przyśnie. Po chwili rozlega się tupot małych stóp.

05:35 - w sypialni:
- Mama, to nie ta.
- Co "nie ta"?
- To taty jeeeeest...
- Zgadza się, to poduszka taty.
- Łeeeeee!
- Mam ci przynieść twoją?
-Ta!
Wypełzam z ciepłego łóżka, idę do pokoju maluchów i przynoszę poduszkę Młodej. Wszyscy się cieszymy.

05:45 - w sypialni:
- Mama, to tatyyyyyyyy...
- Co tym razem?! - mówię już nieco poirytowana.
- To tatyyyy jeeeeest!
- Tak, to kołdra taty.
- Łeeeeeeeeeeeee!!!
- Przynieść ci twoją kołderkę?
- Taaa!

Kołdra Ali ląduje w moim łóżku.

05:50 - udaje mi się przysnąć. Po chwili:
- Nie ma kici!!! Mała kicia nie ma! Łeeeeeeeeee...
- Mam ci przynieść kicię?
- Taaaaaaa!!!

Wypełzam, idę do pokoju, przynoszę wymiętoszonego pluszaka.

06:05 - znajduję swój dołek w materacu, przymykam oczy. Dziecko ma najwyraźniej nieprzepartą chęć opisywania rzeczywistości:

- Mama tu leży, a tu Ala. Ala tu, mama tam. To Ali jest, to mamy. Mama jest tu, Ala tu, Adi tam. Tata karmi Adasia. O, to kicia jest. Mama, tu kicia jest.
- Córcia, może chcesz spać?
- Taaa.
- To się połóż, przytul kicię i śpij, dobrze?
- Taaaaa......

06:25 - w sypialni, ciąg dalszy:
- Mama, siusiu.
- Ala, masz założoną pieluszkę, rób w pieluszkę.
- Mama, siusiu!
- Rób w pieluchę.
- Nie, na nocnik!
- W pieluchę!
- Na nocnik!

Idę po nocnik, Młoda robi, co musi, sprzątam, udajemy się do łóżka.

06:30
- Mama, kupa!
- Co?
- Kupa idzie! Duuuuuża kupa idzie!

Wychodzę z łóżka, zanoszę Alę do łazienki, sadzam na sedes. W drzwiach potykam się o nieprzytomnego Artura.

 - Kawy? W końcu mamy weekend...



Nigdy nie sądziłam, że nadejdzie dzień, w którym będę tęsknić za końcem weekendu...

1 komentarz: