1 września 2010

Tata na oślą ławkę!

W końcu wakacje! Korzystając z uprzejmości naszych Przyjaciół zameldowaliśmy się w ich mazurskiej posiadłości. W komplecie, rzecz jasna.

Posiadłość mazurska piękna, w lesie nad jeziorem, wśród zwierzaków różnej maści, słowem - sielanka.

Szósta rano. Ala zaczyna wiercić się w łóżeczku obok. Małżonek pochrapuje melodyjnie, ja nasłuchuję odgłosów wszelakich.

Z pobliskiej zagrody dobiega mnie głodowy ryk osiołka Antosia.

- Gdzie jest Ala?! - Artur momentalnie usiadł na łóżku. - Czemu płacze i jest tak daleko?

Ala śpi grzecznie w łóżeczku obok, więc jestem ociupinę zdezorientowana.

- Masz na myśli ten ośli ryk? - nie tracę zimnej krwi.

- Ośli?

- Antosiowy, swojski, przaśny i jak najbardziej ośli, nie Alicjowy.

Artur tego dnia kilkakrotnie przepraszał Alę za nikczemną pomyłkę i próbował jej wmówić, że jej płacz najbardziej na świecie przypomina świergot ptaszyn o poranku. Pora dnia się zgadza. Na razie uwierzyła.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza